k o b i e t y . m y ś l i . i . p r a g n i e n i a : blogin . mail . goście :

Zdzisław Beksiński

* * *
Tobie prawdy nie powiem,
ale za to morzu,
ale wichrom lecącym w dalekie rozboje,
ale mgłom,
kiedy ranne zdejmują zawoje
z namiętnej twarzy świata,
podobnej do mojej.


Maria Pawlikowska - Jasnorzewska


Proust


Czytam teraz:

Fiodor Dostojewski
Idiota











Filmowo
Lars von Trier - ponad wszystko

Literacko
Erich Maria Remarque ze szczególnym uwzględnieniem:
Trzej towarzysze - z bliską sercu Patrycją Hollmann

Tomasz Mann
Czarodziejska Góra

Kurt Vonnegut

Gabriel Garcia Marquez

Julio Cortazar

Stanisław Lem


Muzycznie
Nieustająco sentymentalnie
The Cure





Archiwum

2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
styczeń
2005
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
końca nie widać...

Serial trwa. W poniedziałek dostałam zwolnienie i kolejny antybiotyk. Dzisiaj ostatni dzień w domu, bo jutro szkoła, a ja ciągle mam katar. Krtań i okolice wydają się być dużo lepszej formie, ale nie rozumiem czemu ciągle nie jest tak jak być powinno. Coś mi to zaczyna przypominać.

W temacie szkoły - zamierzam jutro zapłacić drugą ratę za pierwszy semestr, co oznacza, że czuję się na siłach żeby go skończyć. Co będzie z drugim semestrem na razie nie wiadomo. Dobrej myśli jestem, bo nie mogę być przecież innej.

Reszta? Akcentem humorystycznym jest to, że w obliczu sytuacji polityczno-seksualnej, zaczęłam się wczoraj zastanawiać czy esemes jakiego wczoraj dostałam od kolegi z pracy to już jest molestowanie :-))))))

Poza tym jak zwykle do dupy.

olka zapisała 2006-12-08 22:06:30
skomentuj (5)
dura lex, sed lex

W temacie choroby - to właśnie rozpoczęłam trzeci tydzień, w tym drugi na antybiotykach. Końca nie widać - jak to pięknie śpiewają u Szymona Majewskiego, mimo tego, że ja mam już szczerze dość. Cóż, idę w poniedziałek ponownie do laryngologa i tym razem zamierzam wziąć zwolnienie, ale nie o tym chciałam...

Chodzi o to, że właśnie odczytałam treść pisma jakie dostałam z Sądu Kościelnego. Jak dowiedziałam się w tym tygodniu, że przyszło, to blady strach padł na mnie - jak zawsze gdy myślę o tej instytucji. Kiedy wczoraj późnym wieczorem przyjechałam z Warszawy wytłumaczyłam sobie, że jestem zbyt zmęczona, żeby czytać a dzisiaj rano poszłam na zajęcia, później do MK i tak dalej... Kiedy przed chwila wszystkie możliwe preteksty już mi się pokończyły - sięgnęłam po kopertę. Wyciągnęłam z niej gruby plik kartek i zaczęłam je przerzucać w poszukiwaniu jakiegoś stwierdzenia tudzież innego wniosku. Znalazłam!!! Przeczytałam trzy razy a następnie zadzwoniłam do MK i odczytałam jej wszystko od początku i zapytałam czy rozumie to tak jak ja - czyli, że moje małżeństwo uznano za nieważne z przyczyn natury psychicznej leżących po stronie mojego już-nie-męża.
Potwierdziła!
Przysługuje co prawda od tego wyroku odwołanie do wyższej instancji i nawet jeśli żadna ze stron się nie odwoła to i tak będzie ona rozpatrywała całą sprawę ale...
No śmiać mi się chce. I to bardzo! Przecież to ja miałam być psychicznie nieodpowiednia do małżeństwa hehehe
Wiem, że to nie koniec, bo skoro ma być druga instancja to też się może wszystko wydarzyć, ale w tej chwili zaczynam myśleć, że chyba nie doceniałam tych kościelnych naukowców. Naprawdę!

olka zapisała 2006-12-02 22:01:33
skomentuj (0)
z pamiętnika niemłodej pacjentki...

Szef kuchni poleca: zapalenie gardła, krtani i tchawicy! Mało, że dwa, może być trzy w jednym! Ludzie... czy to się nie ma zamiaru skończyć? Zastanawiam się czy ten jeden rok spokoju (dwa lata temu) - bez chorowania to był jakiś prezent, jeden na całe życie?
Żeby nie było monotonnie - teraz leczę się już u laryngologa. Wczoraj na początek pani doktor ochrzaniła mnie, że przyszłam tak późno do lekarza (Ha! We wtorek miałam ostatni zabieg na rehabilitacji!), a następnie z lekkim niedowierzaniem patrzyła na mnie jak wiłam się usiłując ją przekonać, że jestem w pracy niezastąpiona, w związku z czym nie mogę wziąć zwolnienia. Chyba mi nie uwierzyła. (Ciekawe dlaczego?)
Ale zwolnienia nie dała. Przez to wszystko zmieniłam plany najbliższe - trzy dni siedzę w domu, a w poniedziałek - zamiast jechać do Warszawy na konferencję - jadę normalnie do pracy - żeby nie pogrążać swojego zdrowia. W końcu antybiotyki będę brała jeszcze długo, długo...
W każdym razie, lekarka była pierwszą osobą, która potwierdziła mój pogląd co do panującej nam miłościwie pogody - wstrętna! Do tej pory myślałam, że tylko ja tak uważam, bo wszyscy dookoła cieszyli się z tego, że jest ciepło. Ja wyklinałam na czym świat stoi. I oczywiście wyszło na moje... Jak można nie chorować, skoro temperatura otoczenia tylko czyha na to, że móc porozmażać jakieś paskudztwa? Fuj!
Leczę się. Poza tym...
W życiu osobistym - boję się gromów z jasnego nieba - jak ostatnio mówiłam MK, ale bez chociażby małej błyskawicy chyba też nic specjalnie dużego nie będzie.
Moja depresja się waha. Raz wyżej, raz niżej. Nie trzymam poziomu. Nieźle wychodzi mi tylko z pionem.

olka zapisała 2006-11-25 15:51:48
skomentuj (1)
no, no...

Powiedziałam wczoraj MK, że zaczynam widzieć światło dzienne przez mętną wodę, w której pływam nad samym dnem. Nie wiem czy to nie było zbyt pochopne stwierdzenie bo może to były światła jakiejś rosyjskiej łodzi podwodnej?

Śmieszne jest to, że znowu jestem przeziębiona. Śmieszniejsze niż zwykle, bo jestem w trakcie rehabilitacji. Zostało mi jeszcze dwa zabiegi a moje gardło już szwankuje. Naprawdę zabawne.

Służbowo - Edukator wymyśla nowe zabiegi mające pomóc polskiej szkole. Cóż... to co mówi, w mojej szkole funkcjonuje od dawna a przemoc i agresja jakoś nie ulatnia się z uczniów niczym dżin z lampy Alladyna.

Z drugiej strony - po kilku rozmowach z pewnym obcokrajowcem, dochodzę do wniosku, że jestem bardzo nieprezentatywną jednostką polskiego społeczeństa. Większość skoczyłaby mu do oczu, po usłyszeniu takich poglądów, a ja nawet się z nim zgadzam... Wydrapią mi z dowodu polskie obywatelstwo...

olka zapisała 2006-11-19 18:50:13
skomentuj (0)
Public enemy

Mnóstwo spraw kotłuje mi się w głowie. Spraw o których chciałabym napisać. Zastanawiam się teraz od której zacząć. Może od wyborów. Szczerze mówiąc kampania wyborcza wychodzi mi już wszystkimi otworami. Naprawdę. Najlepsze jest to, że dopiero dwa dni temu, koleżanka uświadomiła mi, że ta cała sraczka, która objawia się od jakiegoś czasu w X to właśnie spowodowana jest wirusem zwanym "wybory". Po prostu trudno uwierzyć w to, co się tam dzieje. Pewne sprawy odkładane są na czas "po" bo teraz każde słowo lub gest mogą zostać odebrane na milion różnych sposobów - w zależności od tego, kto je usłyszy. Ręce opadają, słów brakuje i w ogóle nędza...
Zadzwonił J. Kiedy już - kończąc rozmowę - zaczepił o delikatną strunę, rozmowa się znacznie przedłużyła. Ostatnio nie miałam okazji wyżalić się na żywo. Padło na niego. Tylko ułamek moich możliwości ale zawsze. Grupa wsparcia umówiona na dzisiaj z MK trochę nie wyszła z powodu obecności osób niepożądanych, ale myślę, że jutro będzie już lepiej.

Ostatnio ubawiły/zastanowiły (niepotrzebne skreslić) mnie życzenia jakie składala mi koleżanka w pracy (z naciskiem na słowo "koleżanka"). Otóż powiedziała: życzę ci uśmiechu, ale w zasadzie ty zawsze jesteś uśmiechnięta! Cóż, pomyślałam później - czyżby Dr Jekkyl i Mr Hyde? Jakbym znalazła tę zdrową gałązkę i zrobiła z nie odpowiedni użytek, to zapewne byłby ogólny szok. Dlaczego ja? Skoro zawsze taka uśmiechnięta?
Czyż to nie jest zabawne?

Aha - w pracy zaczynam być pomału tym, kim straszy się dzieci. Tak, tak, czarna wołga to ja. Porywam czas wolny tych co się opieprzają i próbuję zmusić do robienia tego, co do nich należy. Tym sposobem - zostaję wrogiem publicznym numer jeden! Nie jest miło. Ale do wyboru mam zawalić się robotą, która do mnie nie należy. Nie bardzo mi się to podoba...

I jakaś taka nie w humorze ostatnio jestem....

Pewnie przez te wybory...

olka zapisała 2006-11-10 23:36:06
skomentuj (0)
zmęczenie

Pogoda w tym tygodniu (bardzo staram się uwierzyć w to, że to właśnie ona jest wszystkiemu winna), spowodowała odpływ chęci do wszystkiego. Snułam się dzień po dniu, dostając tylko kopa w szkole, bo przecież inaczej się nie da. W temacie szkoły - to mam po prostu dosyć ogólnonarodowej dyskusji, prowadzonej po śmierci gimnazjalistki w Gdańsku przez "ekspertów", którzy w szkole byli ostatnio jakieś 20 lat temu, a gimnazjum to w ogóle widzieli tylko na zdjęciach! Po prostu mi się rzygać chce! Pracując w szkole i widząc wszystko od środka po prostu czasami nie mogę wytrzymać - flaki mi się wywracają jak słyszę takie pieprzenie. Jakby było mało robienia kampanii wyborczej na śmierci Papały to teraz jeszcze będą jechać na biednej dziewczynie. Szkoła jest winna - nauczyciel, dyrektor, wychowawca. Po szkole chłopcy rozpływali się w niebycie. Tak samo jak z niebytu do tego gimnazjum trafili. Ręce opadają. Wszyscy już zostali osądzeni i zapadły wyroki. A mnie w głowie brzęczą na przykład słowa jednej matki, która mi powiedziała ale przecież on go tylko tak lekko po plecach uderzał..., po tym jak jej opowiedziałam o pobiciu jakiego dopuścił się jej syn. Wszyscy zwalają winę na szkołę. Jeśli jednak coś się w tej szkole wydarzy i szkoła chce podjąć jakieś działania, to przychodzą rodzice i mówią, że oni o wszystkim wiedzieli, wszystkim się zajmą, a tak w ogóle to ich dzieci nie są tak bardzo winne... no może tylko troszeczkę... Nie będzie dobrze - dopóki szkoła będzie sobie, a rodzice sobie.

Zwaliłam dzisiaj z siebie trochę tego syfu na superwizji w Fundacji. Hm... tylko po tym całkiem zeszło ze mnie powietrze i ledwo dotarłam do tramwaju, że nie wspomne o pociągu, którym chyba dzisiaj wyjeżdżała do domu cała przyjezdna Warszawa. Docierając do domu prawie wyłam ze zmęczenia i innych uczuć, o których już nie wspomnę.

Dobija mnie to wszystko. Także to, że nie mam czasu spotkać się z MK. W perspektywie mam sąd. Nie, nie kościelny aczkolwiek ten też chodzi mi po głowie, jako sprawa niezałatwiona, a tym samym spędzająca sen z powiek (jakoś tak czuję przez skórę, że wkrótce coś pieprznie). Chodzi o wezwanie - tak jak przypuszczałam służbowe. Miałam tylko nadzieje, że to z rodzinnego, jednak się myliłam - sprawa karna sprzed dwóch lat. Muszę pogrzebać w notatkach (mam nadzieję, że je odnajdę), żeby nie odpowiadać na wszystkie pytania nie pamietam.
Poza tym - zagrzebałam się w kupie zeschłych liści, resztki miłych wspomnień z wakacji poddałam procesom gnilnym, telefonów nie odbieram, nikogo nie chcę widzieć. Intensywnie zajmuję się nauką - jak nigdy dotąd! Dobrze, że ją mam, bo mogłoby być gorzej...

olka zapisała 2006-10-27 21:47:37
skomentuj (2)
wsadź se w dupe te patelnie

Nie zmieniam się. Za stara jestem. Dobrze wiem, że pomimo usilnych starań pod tytułem chciałam dobrze, skończy się jak zwykle. Lepiej więc spróbować rzucić na deski zaraz w trzeciej rundzie niż czekać jak będą znosić po trzysta dwudziestej czwartej. Hehehe a jaka spokojna byłam dzisiaj! Normalnie sama siebie zadziwiłam.

Na studiach zjazdy mam co tydzień. Dzisiaj na słowo sesja, w głowie odklejały mi się jakieś pozacierane wspomnienia - kurcze coś jakby kiedyś... Hehehehe zapowiedziane pierwsze kolokwium. Cholera jakby mi ktoś rok temu powiedział, że tak zgłupieję, to bym wyśmiała....
Swoją drogą już kilka takich zwrotnych decyzji podjęłam w swoim życiu i na razie nie żałowałam. Liczę, że tym razem także będzie dobrze. W końcu tak już mam, że jak się czegoś uchwycę to raczej na amen.

Refleksja zdrowotna: jednak utrata pół litra krwi wywołuje pewne krótkotrwałe osłabienie. Dzisiaj popołudniu czekolada postawiła mnie na nogi. Dziwne ale jednak prawdziwe. Wiedzą co robią dając te czekolady...

olka zapisała 2006-10-21 21:30:03
skomentuj (4)